“Chcę, aby Londyn był nie tylko stolicą bankowości islamskiej świata zachodniego, ale żeby znalazł się na równi Dubaju i Kuala Lumpur jako ogólnoświatowe centrum finansów islamskich” – takimi słowami premier David Cameron ogłosił podczas zeszłorocznego World Islamic Economic Forum w Londynie ambicje swojego kraju dotyczące wdrożenia w życie zasad panujących w bankowości islamskiej. Cameron chce, żeby Wielka Brytania została pierwszym niemuzułmańskim krajem na świecie, który wprowadzi do obiegu obligacje oparte na zasadach szariatu, czyli prawa kierującego życiem zarówno sunnickiej jak i szyickiej odmiany islamu. Choć zapowiadany przez Camerona prymat nie jest do końca prawdą, gdyż w 2004 roku władze niemieckiego landu Saksonia-Anhalt wyemitowały cieszące się dużym zainteresowaniem rynkowym obligacje (sukuk) za 123 miliony dolarów, pierwsze obligacje angielskie mają zostać wyemitowane jeszcze w tym roku a jako doradcę tego  przedsięwzięcia wyznaczono HSBC. Co więcej, London Stock Exchange (LSE) przymierza się do wprowadzenia islamskiego indeksu, który obejmowałby firmy kierujące się zasadami szariatu czyli w dużym uproszczeniu społecznie odpowiedzialnymi. Do tej pory na LSE doszło do emisji 49 serii obligacji, 7 ETF-ów odpowiadających wymaganiom szariatu oraz wielu debiutów islamskich instytucji finansowych. Kolejnym przykładem na zdobywanie zachodniego świata jest zakup w kwietniu tego roku przez Abu Dhabi Islamic Bank całej działalności angielskiego banku Barclays w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Za cenę 177 milionów dolarów ADIB uzyskał dostęp do 110 000 nowych klientów a wśród nich ogromnej rzeszy ekspatriotów, którzy na własnej skórze będą mogli się przekonać jak wdrażane są zasady szariatu w sferze finansów osobistych. Skąd bierze się tak ogromne zainteresowanie finansami opartymi na wersetach Koranu? Czy jest prawdą, iż tylko prawo szariatu może nas ustrzec przed kolejnym kryzysem a nawet uratować świat jak pisał felietonista Bloomberga Leonid Bershidsky?

Siła tkwi w…różnicach

Bankowość islamska rośnie w siłę. Od roku 2006 aktywa podlegające prawu szariatu wzrosły o 150% aby na koniec 2013 roku osiągnąć poziom 1,8 biliona dolarów. Biorąc pod uwagę ograniczenia prawne w wielu krajach oraz surowość zasad jest to tempo zawrotne. Prognozy mówią jednak o jego utrzymaniu. Eksperci z PwC przewidują, że do roku 2017 wartość rynku finansów islamskich ma osiągnąć poziom 2,6 biliona dolarów. Co zatem sprawia, że światowa finansjera otwiera Koran, by z jego wersetów zasięgnąć porad inwestycyjnych?

Jedna z zasad islamu mówi, że zysk jest zawsze wynikiem pracy a pożyczanie pieniędzy na procent do niej się nie zalicza („O wy, którzy wierzycie! Bójcie się Boga i porzućcie to, co pozostało z lichwy, jeśli jesteście wierzącymi!” Koran (2, 278)). Według tych reguł pieniądz nie może być wykorzystywany do tworzenia nowego pieniądza a bank aby zarobić musi świadczyć dla swoich klientów usługi. Z tego względu w bankowości islamskiej nie ma miejsca na serwisy takie jak Wonga.com czy dobrze znany na polskim podwórku Provident. Konto oszczędnościowe opierające się na tych zasadach nie oferuje tak dobrze nam znanych odsetek od oszczędności. W zamian bank zakupuje za pieniądze klienta jakieś aktywo i obiecuje współuczestnictwo w stracie lub zysku przez nie wygenerowanym. Na podobnych zasadach odbywa się udzielanie pożyczek. Jak tłumaczy mi klient jednego z londyńskich banków islamskich pożyczkodawca wraz z pożyczkobiorcą podpisując umowę podejmują wspólne przedsięwzięcie inwestycyjne. Obie strony zgadzają się partycypować w ewentualnych stratach lub zyskach wynikających z zainwestowania pożyczonego kapitału. Nie ma zatem mowy o instrumentach finansowych o wysokim stopniu ryzyka a także takich, które są oparte na „zakładzie z rynkiem” czy na czymś, co nie występuje w postaci namacalnego aktywa.  Logiczną konsekwencją jest zatem brak w ofercie instrumentów pochodnych. Dla niektórych może to być duży minus i wydatne ograniczanie możliwości inwestycyjnych klienta. Z drugiej jednak strony takie tradycyjne podejście do pieniądza pozwoliło bankom islamskim na bezproblemowe przejście stres testów na początku kryzysu i utrzymanie dobrej kondycji finansowej do dnia dzisiejszego. Co się działo na drugim biegunie widać było dobrze we wrześniu 2008 roku przed główną siedzibą Lehman Brothers.

Kolejnym kluczowym założeniem bankowości islamskiej jest inwestowanie moralne i etyczne. Wszystkie projekty społecznie nieodpowiedzialne nie mają szans na finansowanie. Wykluczone zatem będą hazard, produkcja broni czy cokolwiek, co mogłoby być moralnie dwuznaczne. Idąc tym tropem: budowa hotelu – tak, budowa identycznego hotelu ale z klubem nocnym, kasynem i barem zaopatrzonym w alkohol – nie. Co więcej, banki islamskie szczycą się tym, że inwestując w sektor realny pomagają w rozwoju gospodarek narodowych a stroniąc od „handlu wiatrem” chronią przed rozwojem kolejnych baniek spekulacyjnych. Wspomniany wcześniej Leonid Bershidsky pokusił się nawet o stwierdzenie, że  gdyby kraje jak Grecja, Hiszpania czy Włochy kierowały się finansowymi zasadami szariatu nie popadłyby w ogromne tarapaty, z których skutkami Europa boryka się po dzień dzisiejszy, gdyż mogłyby pożyczać pieniądze tylko z zabezpieczeniem w postaci przyszłych strumieni ostrożnie oszacowanych przychodów takich jak podatki.

Jedynym minusem finansów islamskich wydają się być wyższe koszty operacyjne niż ich odpowiedników w krajach zachodnich, co wynika bezpośrednio z mniejszej skali działalności oraz niewystarczającej dywersyfikacji aktywów. To jest podstawową przyczyną dotychczasowego ograniczenia działań głównie do Bliskiego Wschodu, gdzie instytucje państwowe nawet w sytuacjach kryzysowych za punkt honoru stawiają sobie utrzymanie banków przy życiu.  Zwiększająca się baza produktów, szybki rozwój oraz rosnącą dojrzałość rynku sprawiają jednak, że banki islamskie wzbudzają coraz większe zainteresowanie na całym świecie, czego doskonałym przykładem jest Wielka Brytania. Duża płynność oraz ogromna rzesza potencjalnych klientów – głównie emigrantów z krajów muzułmańskich nie pozwala na przeoczenie tego ważnego momentu rozwoju sektora. Rozwinięte gospodarki starają się podejmować zdecydowane kroki w celu stworzenia podwalin do sprawnego funkcjonowania bankowości islamskiej. Ostatnim czynnikiem spowalaniającym rozwój wydaje się być bowiem wyraźnie widoczny brak odpowiednich regulacji prawnych w świecie zachodnim.

Diabeł tkwi w…szczegółach

Tradycyjne banki zachodnie starają się coraz bardziej przypodobać swoim islamskim klientom. Przykładem takiego działania może być usunięcie z tabeli opłat i prowizji przez Lloyds Bank w Anglii opłaty za nieplanowany debet na koncie bankowym dla użytkowników kont o nazwach Islamic Account, Islamic Student Account a także Islamic Graduate Account. Banki obniżające opłaty w myśl wyznawanych zasad to niebywałe kuriozum i marzenie świata zachodniego, który tęskni za jasnymi zasadami, które stoją w przeciwieństwie do obietnic polityków bez pokrycia, rosnących z każdym rokiem bonusów dla prezesów banków i działalności instytucji finansowych, których jedyną zasadą wydaje się być zysk a najlepiej jeszcze więcej zysku. Czy zatem bankowość islamska to krucjata przeciwko wyzyskiwaniu klienta i zakrojona na szeroką skalę walka o nasze dobro? Niestety po głębszej analizie odkryć można, iż wątpliwości jest jeszcze więcej niż zalet. Nagłaśniana w mediach mainstreamowych kampania na rzecz banków islamskich to według wielu analityków a także byłych bankierów islamskich sposób na ogromne zyski pod przykrywką przejrzystości, zasad religijnych i wątpliwej idei stawiania dobra klienta na pierwszym miejscu.

Wątpliwości pojawiają się już po rozmowie z kilkoma mieszkającymi w Londynie muzułmanami, zwykłymi zjadaczami chleba – potencjalnymi klientami banków islamskich. Niestety tylko potencjalnymi, gdyż jak sami przyznają, pomimo szczytnych idei kryjących się za finansami islamskimi banki te są dla nich po prostu za drogie. Padają przykłady kredytów hipotecznych, których koszt może zwiększyć  się aż o 0,5 punkta procentowego tylko przez samo dodanie słowa „islamski” przed jego nazwą. Ich konstrukcja rzeczywiście na pierwszy rzut oka może zainteresować. Działa to bowiem w ten sposób, że bank kupuje nieruchomość od właściciela i „wynajmuje” ją klientowi na wybrany okres (z reguły 20-30 lat). Przez ten czas wynajmujący zobowiązany jest do regularnego spłacania wartości nieruchomości powiększonej o „czynsz”, którego wartość, co zdarza się nagminnie, sprawia, że cała inwestycja okazuje się dużo droższa niż w banku tradycyjnym. Opakowanie rzeczywiście ładne, prezent w środku niekoniecznie. Kolejny przykład to konstrukcja niektórych produktów inwestycyjnych. Sztandarowe hasło banków islamskich to udział banku zarówno w zyskach jak i stratach poniesionych przez klienta. Brzmi ładnie i tak też jest w przypadku zysków, gdzie obie strony dzielą się profitami. Gdy dojdzie do strat okazuje się, że finansowa ich część ponoszona jest przez klienta, bank natomiast ryzykuje tylko brakiem wynagrodzenia za doradztwo. Nic zatem dziwnego, że dla wielu klientów jest dużo korzystniej wybrać usługi zachodnich dostarczycieli usług finansowych, którzy w potocznym przekazie ukazywani  są jako ciemiężyciele ciężko pracującego narodu. Widać mimo wszystko wybierani są oni jako mniejsze zło nawet przez muzułmanów, których tak prozaiczne narzędzie jak tabela opłat i prowizji zdaje się skutecznie odstraszać od szczytnych idei zaczerpniętych z wersetów Koranu.

Głębszych refleksji dostarczają poglądy ludzi o dużym autorytecie, którzy zawodowo zajmują się analizowaniem światowego systemu bankowego. Timur Kuran jest turecko-amerykańskim ekonomistą, profesorem studiów islamskich na Duke University. Ten wszechstronnie wykształcony naukowiec przyznaje, że bankowość islamska to “wygodny pretekst do zwiększania wpływu islamu i napychania kieszeni oficjeli religijnych”. Z kolei Muhhammad Saleem to były prezes i CEO Park Avenue Bank w Nowym Jorku. Wcześniej kierował departamentem Bliskiego Wschodu w Bankers Trust a także doradzał prominentnemu bankowi islamskiego z siedzibą w Bahrajnie. W książce jego autorstwa „A $300 Billion Deception” znaleźć można następujące słowa: „Banki islamskie nie wdrażają w życie zasad, którymi się szczycą. Uprawiając mylące i nieuczciwe praktyki wszystkie naliczają odsetki odziane w islamskie szaty.” Co więcej twierdzi on, że nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że banki islamskie w jakikolwiek sposób przyczyniają się do wzrostu gospodarczego w świecie muzułmańskim. Saleem dodaje również, że zdarza się, iż proces akceptacji produktów finansowych przez uczonych muzułmańskich, którzy w zamyśle dbają o ich zgodność z szariatem, przypomina farsę a wiedza finansowa duchownych zaślepionych wysokim wynagrodzeniem za usługę wydaje się być mocno ograniczona.

Nie wszystko złoto co się świeci

Skrupulatna analiza zasad finansów islamskich a co najważniejsze sposobów ich implementacji mogą prowadzić do wniosków, że Europa zachodnia zaczyna się interesować bankowością islamską nie ze względu na chęć uproszczenia  świata finansowego, lecz pod presją rywalizacji na światowych rynkach finansowych. Jednym słowem londyńskie City szuka możliwości do jeszcze większych zarobków. Z drugiej strony Wielka Brytania chce się po prostu przypodobać i ułatwić działalność inwestorom z Bliskiego Wschodu, którzy mają już tutaj swoje przyczółki choćby w postaci oddziałów banków, domu handlowego Harrods czy klubu piłkarskiego Manchester City.

Ofensywa rusza pełną parą. Z całą pewnością obarczone wyższymi kosztami banki islamskie będą musiały przeprowadzić szereg reform, aby móc konkurować na rynkach zachodnich, gdzie minimalizacja kosztów a nie zasady moralne stanowi podstawę funkcjonowania instytucji finansowych. Najbliższe lata okażą się niezwykle ciekawe i z całą pewnością dadzą odpowiedź na pytanie, czy po latach spokojnego bytu w świecie islamskim wypuszczone z klatki i głodne sukcesów tygrysy bankowe odnajdą się w o wiele bardziej konkurencyjnej rzeczywistości, gdzie moralne inwestowanie to relikt przeszłości o którym współczesne pokolenie młodych bankierów z całą pewnością nawet nie słyszało. Trzeba jednak być czujnym, gdyż za zasadami moralnymi, prostotą i pozorną troską o klienta kryć może się często jeszcze większa chciwość i bezwzględne wykorzystywanie niewiedzy finansowej jednostki. Świat finansów zmienia się na naszych oczach. Teraz przyszedł czas, gdzie chęć wyjęcia dodatkowych pieniędzy z portfeli klientów uzasadnia się regułami religijnymi i społeczną odpowiedzialnością. Nie łudźmy się zatem, że chodzi tutaj o nasze dobro. Całe szczęście szanse na to, że nad Wisłą zagoszczą banki kierujące się regułami Allaha są znikome. Przede wszystkim ze względu na to,  że  w naszym kraju islam postrzegany jest raczej przez pryzmat radykalizmu religijnego a społeczność muzułmańska stanowi niewielki odsetek polskiego społeczeństwa. Pozostaje nam więc obserwować wyspiarzy i to na ich doświadczeniach przekonać się czy mieszanie religii i finansów nie odbije się w przyszłości trudną do pozbycia się czkawką.