Dla przeciętnego Kowalskiego jedynym sposobem zabezpieczenia się przed niską temperaturą jest ciepły sweter a ochronę przed deszczem stanowi zazwyczaj parasol. Jeśli chodzi o przedsiębiorstwa to skala problemu robi się znacznie większa. Według Międzynarodowego Stowarzyszenia Zarządzania Ryzykiem Pogodowym (Weather Risk Management Association) aż 3 na 4 firmy są w jakiś sposób uzależnione od warunków pogodowych. Należy brać tutaj pod uwagę wpływ bezpośredni jak również pośredni. Kto jest narażony na ryzyko pogodowe? Jak się przed nim zabezpieczać? Odpowiedzi na postawione  pytania będziemy szukać w tym artykule.

Ryzyko pogodowe może być definiowane jako negatywny wpływ warunków pogodowych na działanie firmy a szczególnie na jego wyniki finansowe. Do branż szczególnie narażonych na takie ryzyko zaliczyć można energetykę, rolnictwo, przemysł spożywczy i browarniczy, budownictwo, przemysł rozrywkowy i turystyczny oraz transport. Nie oznacza to oczywiście, że to jedyne gałęzie przemysłu podatne na wpływ pogody. Dobrym przykładem jaki można znaleźć na sezonowość działań oraz fluktuację wyników sprzedażowych jest działalność polegająca na produkcji piwa.  Sprzedaż piwa w miesiącach wrzesień – kwiecień wynosi przeciętnie dwie trzecie sprzedaży rocznej, co świadczy o wysokiej korelacji spożycia piwa z letnimi temperaturami. Zatem spadek temperatury na przykład w lipcu może przełożyć się na znaczny zmniejszenie przychodów ze sprzedaży a tym samym na gorszy roczny wynik finansowy. Podobnie narażeni na ryzyko pogodowe są dystrybutorzy gazu ziemnego. Ma to ścisły związek z sezonem grzewczym oraz wahaniami temperatury w trakcie jego trwania. Otóż ok.80% sprzedaży rocznej jest realizowana właśnie w sezonie grzewczym. Czy hipotetyczny wzrost temperatury w styczniu do +10 st.C. może przynieść straty w firmie w ujęciu rocznym? Czy zatem jest jakiś sposób, żeby zabezpieczyć przychody takiej firmy?

Biorąc pod uwagę zagrożenia wspomniane wyżej wydaje się że jest kilka sposobów minimalizacji tego ryzyka. Pierwszym z nich, który prawdopodobnie od razu przyjdzie na myśl są działania wewnątrz przedsiębiorstwa. Powstaje pytanie, czy można coś zrobić, aby zredukować bądź całkowicie wyeliminować ryzyko warunków pogodowych. Odpowiedź jest jednak negatywna. Okazuje się, że firma po pierwsze nie ma wpływu na warunki pogodowe a pod drugie nie może „zmusić” klientów do konsumpcji określonego towaru bądź korzystania z usługi na tym samym poziomie przez cały rok, nawet gdy nie czują oni takiej potrzeby. Druga możliwość to klasyczne ubezpieczenie przed niechcianym przebiegiem wykresu temperatury bądź innego wskaźnika pogodowego. Wydaje się to całkiem rozsądnym rozwiązaniem, jednak z kilku powodów ryzyko nie będące ryzykiem katastroficznym nie może zostać ubezpieczone. Po pierwsze ryzyko wystąpienia takiego zdarzenia jest bardzo duże i przedsiębiorstwo narażone jest na to niebezpieczeństwo co roku i to w dodatku w tym samym przedziale czasowym.  Wysokie w ujęciu finansowym szkody oraz duża częstotliwość zdarzeń spowodowałaby, że koszt takiej ochrony byłby bardzo duży i w konsekwencji nieopłacalny dla przedsiębiorstwa. Tutaj do gry wchodzą pogodowe instrumenty pochodne, które są trzecią alternatywą. Mają one znaczną  przewagę nad klasyczną polisą. Mianowicie, aby otrzymać odszkodowanie trzeba najpierw udowodnić szkodę ubezpieczycielowi, co nie jest absolutnie konieczne w przypadku derywatu. Z konstrukcji instrumentu pochodnego wynika, iż na rynku są zawsze dwie strony transakcji, które w tym wypadku ubezpieczają się nawzajem. Sytuacja taka jest niemożliwa na rynku ubezpieczeniowym, gdzie wypłacone firmie odszkodowanie finansowane jest z kasy ubezpieczyciela.  Wspomniane już derywaty pogodowe nie są jeszcze powszechne w użyciu, choć są one bardziej efektywne niż tradycyjne sposoby ochrony przed ryzykiem pogodowym.

NARODZINY NOWEGO RYNKU

Jest wiele czynników stojących za rozwojem rynku instrumentów pochodnych. Jednym z nich jest coraz większa konwergencja rynku kapitałowego  z rynkiem ubezpieczeń. Pogodowe instrumenty pochodne wydają się być logiczną konsekwencją przenikania tych dwóch rynków. Rynek pogodowych derywatów na dobre wystartował na przełomie lat 1997-1998r. Jedną z przyczyn był panujący akurat w tym czasie Huragan El Nino, który to zyskał szczególny rozgłos w mediach na całym świecie. We wszystkich zakątkach naszego globu pojawiło się pytanie w jaki sposób zorganizować system pozwalający zabezpieczyć przedsiębiorstwa przed niekorzystnymi skutkami zdarzeń pogodowych. Trzy transakcje  z roku 1997 w szczególności mogą być traktowane jako początek rynku pochodnych derywatów: pomiędzy Koch Industries i Enron (dwie transakcje) oraz jedna transakcja pomiędzy Koch Industries i PXRe . Z oczywistych przyczyn szczegóły nie są znane publicznie, co nie zmienia faktu, iż te wydarzenia uznawane są za początek rynku derywatów pogodowych. Były one wynikiem osiemnastomiesięcznych poszukiwań najlepszego sposobu na transfer ryzyka niekorzystnych warunków pogodowych. Praca zaangażowanych firm skupiła się głównie na pomiarach oraz obróbce danych takich jak temperatura czy opady atmosferyczne. Miało to stać się podstawą do tworzenia indeksów pogodowych, które to z kolei zaczęły służyć jako podstawa do zawierania transakcji pochodnymi instrumentami pogodowymi.

JAK TO DZIAŁA

Podstawowa zasada działania pogodowego instrumentu pochodnego jest bardzo prosta.  W standardowej transakcji dotyczącej temperatury, jeśli jest ona zbyt wysoka (na przykład średnia temperatura mierzona w określonym przedziale czasowym przewyższa wcześniej ustalony przez obie strony transakcji poziom) –długa strona transakcji (kupujący) jest uprawniony do otrzymania określonej sumy od strony krótkiej(sprzedający) bazującej na ustalonych wcześniej założeniach oraz zakresie w jakim średnia temperatura przekroczyła próg (w języku finansów jest to cena wykonania). Zasady obliczania kwot  rozliczeń są ustalone już wcześniej w zależności od wrażliwości obu stron transakcji na niekorzystny wpływ zmiany temperatury (na przykład wzrostu kosztów klimatyzacji przy określonej temperaturze). Współczesny rynek „pogodowy” pozwala na transfer ryzyka w formie transakcje pogodowymi instrumentami  pochodnymi zbudowanymi na indeksach pogodowych. Indeksem umowy może być sam parametr pogody wynikający z pomiarów dokonanych w wybranej stacji meteorologicznej lub ich sieci, np. średnia wielkość opadów atmosferycznych  w wybranym mieście w określonym przedziale czasowym. Spotyka się także bardziej zaawansowane indeksy. Przykładowymi a zarazem bardzo często stosowanymi indeksami są indeksy opisujące poziom temperatury w ciągu dnia. Są to tak zwane stopnio-dni, czyli HDD (heating degree days) oraz CDD (cooling degree days).

Dzienny HDD = maksimum {18st.C. – średnia przeciętna temperatura danego dnia,0}

Dzienny CDD = maksimum {średnia przeciętna temperatura danego dnia – 18st.C., 0}

Wynika z tego, że wartości HDD i CDD nie przyjmują wartości ujemnych. Przeciętna temperatura danego dnia obliczana jest jako średnia arytmetyczna z dwóch wartości: temperatury maksymalnej i minimalnej zanotowanej w ciągu rozpatrywanej doby. Warto również wspomnieć dlaczego akurat 18st.C. wybrane zostało jako temperatura referencyjna. Otóż jest to temperatura umownie wyznaczona jako granica pomiędzy okresem, w którym używa się klimatyzatorów a okresem grzewczym. Wartości tak obliczonego indeksu przelicza się na płatności finansowe przyjmując określoną kwotę za każdy punkt indeksowy. Oczywiście tak skonstruowane indeksy kumulują się  za okresy miesięczne, kwartalne, półroczne lub roczne. Co do zasady zastosowanie mają tutaj reguły  dotyczące standardowych instrumentów pochodnych takich jak kontrakty futures, forward czy opcji finansowych. Różnicą jest tylko aktywo bazowe, którym w tym wypadku będzie indeks temperatury, opadów czy wiatru.

PRZYKŁAD TRANSAKCJI

Kontrakt pogodowy uszyty na miarę został skonstruowany dla sieci  londyńskich winiarni Corney & Barrow.  Jest to przykład jednej z pierwszych transakcji pogodowych poza sektorem energetycznym. W maju 2000 firma ta podpisała kontrakt zabezpieczający przed wahaniem temperatury.  W ten sposób zabezpieczyła się przed spadkiem dochodów w chłodniejsze dni. Firma w wyniku obserwacji stwierdziła, że gdy temperatura latem spada poniżej 24 st. C. przychody zaczynają niebezpiecznie spadać. W celu zabezpieczenia się przed wahaniami przychodów Corney & Barrow zakupiła instrument pochodny na okres od czerwca do września. Dokładne dane nie były podane, jednak źródła rynkowe mówią, że sieć winiarni miała otrzymywać 15000 Funtów Brytyjskich za każdy czwartek i piątek w okresie, na którym zawarta została transakcja, gdy temperatura nie osiągnęła poziomu 24 st.C. Dlaczego tylko czwartek i piątek? Zdrowy rozsądek podpowiada, że zapewne w te dni przychody firmy były najbardziej narażone na niską temperaturę. Początek weekendu bowiem zawsze sprzyja wypadom towarzyskim. Pośrednikiem w tym kontrakcie była firma Speedwell Weather Derivatives – specjalizująca się w ocenie warunków pogodowych. Po drugiej stronie kontraktu stał Enron – nieistniejąca już dzisiaj grupa energetyczna. Transakcja  ta skonstruowana była na bazie  opcji put wystawionej przez Enron. Powyższy przykład wyraźnie pokazuje, że firmy narażone na ryzyko pogodowe mogą stosować odpowiednio skonstruowane strategie zabezpieczające. W ten sposób mogą skupić się tylko i wyłącznie na ich podstawowej działalności nie przyglądając się ze strachem słupkowi rtęci w termometrze za oknem.

Rynek pogodowy w swojej krótkiej historii doświadcza szybkiego rozwoju. Świadczyć to może o wysokim zapotrzebowaniu na tego rodzaju transakcje finansowe. Od czasu swojego debiutu rynek ten  rozwija się również pod względem geograficznym z transakcjami pogodowymi odbywającymi się na całym świecie, głównie w USA, Japonii i Europie. Co warte zauważenia ewoluuje ze zdominowanego głównie przez przemysł energetyczny w kierunku obejmującym różne sektory gospodarki, takie jak rolnictwo, budownictwo, transport a nawet rozrywkę. Stowarzyszenie Zarządzania Ryzykiem Pogodowym przewiduje  równocześnie, że transakcje mające u podstaw indeksy pogodowe będą się dalej rozwijać zarówno pod względem geograficznym jak i poszerzającej się bazy klientów zainteresowanych zabezpieczeniem ryzyka prowadzonej przez siebie działalności.  Wychwalając pochodne instrumenty pogodowe wypada także wspomnieć, że transakcje  pogodowe nie zawsze musi przynosić oczekiwane rezultaty. Korzystanie z takich rozwiązań uzasadnione jest tylko w przypadku firm o dużym narażeniu wyniku finansowego na niekorzystne warunki pogodowe. Gdy współczynnik korelacji między przepływami finansowymi a określonym parametrem pogody jest niski skutek może być odwrotny od zamierzonego.  „Handlowanie” pogodą należy więc zostawić specjalistom w tej dziedzinie a dla tych mniej zainteresowanych w razie niepogody w dalszym ciągu najlepszym rozwiązaniem wydaje się być ciepła czapka i szalik.