Rok 2016 rozpoczął się podobnie jak skończył poprzedni, innymi słowy niezbyt dobrze. Jeśli wierzyć w tradycje ludowe i założyć, że początek nowego roku jest najlepszym indykatorem tego, co ma się wydarzyć w trakcie nachodzących 366 dni to lepiej będzie zapiąć pasy i poprosić siły wyższe o czuwanie nad naszym portfolio, albo pójść w ślady Martina Taylora z Nevsky Capital, który z powodu zbyt dużej nieprzewidywalności rynku postanowił zlikwidować przynoszący znakomite stopy zwrotu fundusz hedgingowy i popatrzeć z boku na rozwój wydarzeń. Jest jeszcze trzecia opcja, która na chwilę obecną wydaje się być najtrudniejsza, jest to mianowicie próba przewidzenia przyszłości. Oprócz bowiem napiętej sytuacji geopolitycznej na świecie coraz większe obawy można mieć odnośnie naszego podwórka, gdzie kiedyś zachwycona ideą integracji europejskiej zielona wyspa zmienia się w zawrotnym tempie w ideologiczną, mroczną fortecę skupioną głównie na tworzeniu podwalin pod „prawidłową” wersję naszego kraju z, wydaje się, małym zainteresowaniem jeśli chodzi o sprawy gospodarcze. Na co zatem zwrócić uwagę i kto wypije niebezpieczny „koktajl” ryzyka, przed którym ostrzega brytyjski polityk George Osborne?

Kasyno w Szanghaju

Najgłośniej od jakiegoś czasu jest o Chinach, które od wielu lat postrzegane są jako motor światowego wzrostu. Początek roku przyniósł 15% spadek indeksów chińskich, który pociągnął za sobą największe parkiety europejskie, co wpisuje się znakomicie w teorię gospodarki globalnej jako systemu naczyń połączonych. Wszystko to za sprawą słabych danych ekonomicznych oraz dużych inwestorów starających się wyjść z rynku przed zniesieniem regulacji odnośnie zakazu sprzedaży akcji, które zostały wprowadzone po letnich zawirowaniach rynkowych. Reakcja władz chińskich była natychmiastowa i polegała na wpompowaniu do obiegu ogromnych środków, aby zapobiec dalszej wyprzedaży. Następnie cała uwaga skupiła się na walucie, której dewaluacja dała więcej pytań niż odpowiedzi odnośnie kierunku, w którym idzie chińska jak i światowa gospodarka. Osłabienie waluty to konkurencyjniejszy eksport ale z drugiej strony solidna presja deflacyjna dla głównych partnerów handlowych Państwa Środka. Wydaje się, że Chiny chcą kontrolować zbyt szeroki wachlarz wskaźników ekonomicznych począwszy od ryków kapitałowych poprzez kurs waluty aż po próby przeobrażenia modelu gospodarki produkcyjnej w usługową. Ingerencja w siły rynkowe nie jest jednak łatwym zadaniem a zamysły strategów z Pekinu mogą czasem przynieść odwrotny skutek o czym świadczy ostatni odczyt wskaźnika PMI dla sektora usług w Chinach, który spadł do najniższego poziomu od 17 miesięcy. Inwestorzy i analitycy pozostają nastawieni sceptycznie. W Wielkiej Brytanii zawrzało, gdy okazało się, że George Osborne cały czas uważa za dobry pomysł zacieśnienie współpracy pomiędzy giełdą angielską i chińską. „Rynek w Szanghaju przypomina kasyno, gdzie państwo próbuje kontrolować siły popytu i podaży. Wydaje się, że chińscy regulatorzy nie wiedzą jaką decyzję podejmą następnego dnia”, podsumował obecną sytuację jeden z analityków pracujący w City. Najgorszą informacją jest fakt, że cały świat zachodni ma bardzo ograniczone możliwości reakcji na poważne zawirowania spowodowane przez wydarzenia w Chinach. Nawet pomimo prowzrostowych nastrojów w Ameryce i ostatniej zmiany polityki FED stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych jak i strefie euro pozostają cały czas na bardzo niskich poziomach, co, w przypadku pogorszenia sytuacji, zawęża pole manewru praktycznie do minimum.

Ból głowy Putina

Ze stanem gospodarki chińskiej dużo wspólnego ma kolejne źródło zmartwień, które z całą pewnością będzie wywierało ogromny wpływ na rozwój wydarzeń w 2016 roku. Tylko kierowcy wydają się cieszyć z rekordowo niskich cen ropy, która w chwili pisania artykułu kosztuje już poniżej 28 dolarów za baryłkę, co stanowić będzie ogromne obciążenie dla systemów finansowych wielu krajów, w szczególności tych, dla których dochody z ropy stanowią ważny element układanki finansowej. Ceny tego surowca spadają z kilku przyczyn, do najważniejszych zaliczyć jednak można pogarszającą się sytuację ekonomiczną w Chinach, kontynuację strategicznej decyzji OPEC o utrzymaniu wysokiej produkcji nawet pomimo utrzymujących się nadwyżek, a także zniesienie embarga na Iran, który dołoży swoją cegiełkę do i tak już nadmiernej podaży rynkowej, co sprawia, że nie jest to dla Teheranu najlepszy czas powrotu na rynek. Negatywne oczekiwania co do podstaw makroekonomicznych sprawiły, że cena surowca spadła do najniższego od 12 lat poziomu a co najgorsze analitycy są zgodni, że dno notowań nie zostało jeszcze osiągnięte. Wydaje się, że obecna sytuacja na rynku ropy uderzy najmocniej w Rosję będącą od zeszłego roku w recesji. Dodatkowe piętno wywierają z całą pewnością sankcje wprowadzone w skutek aneksji Krymu. Ponieważ wyjątkowe okoliczności wymagają wyjątkowych rozwiązań Rosja rozważa sprzedaż swoich udziałów w instytucjach bankowych. Minister gospodarki Alexei Ulyukayev, który twierdzi, że niskie ceny ropy mogą utrzymywać się nawet wiele lat, chce sprywatyzować Sberbank jak i VTB aby podreperować mocno nadszarpnięty budżet, który zbilansowany jest przy cenie 82 dolarów za baryłkę, czyli prawie trzykrotnie wyższej od obecnej.

oBBBawy nad Wisłą

Decyzja agencji ratingowej Standard & Poor’s o obniżeniu ratingu Polski spadła na wszystkich jak grom z jasnego nieba. Nasz rating kredytowy denominowany w walutach obcych obniżony został z A- do BBB+ z perspektywą negatywną stawiając nas na jednej półce z Tajlandią, Omanem czy Meksykiem. Z jednej strony nie ma się co przedstawicielom rządu dziwić, gdy twierdzą iż wina nie leży po ich stronie. Rzeczywiście nie byliśmy świadkami żadnych radykalnych zmian w obszarze gospodarczym, władza od czasu objęcia sterów była bowiem bardziej zaabsorbowana niespełnianiem obietnic wyborczych koncentrując się głównie na transformacji kraju według wizji Jarosława Kaczyńskiego. Głównym źródłem niepokoju dla analityków Standard & Poor’s jest szybko postępujący proces osłabiania niezależności instytucji państwowych jak Trybunał Konstytucyjny czy krajowe media. I choć nagły zwrot opinii S&P może dziwić, wydaje się, że decyzja ma raczej charakter symboliczny i jest próbą wywarcia presji poprzez podwyższenie kosztów kredytu wraz ze wszystkimi konsekwencjami rynkowymi takiego wydarzenia. Zmiana klimatu politycznego w Polsce zaniepokoiła także instytucje europejskie i to znacznie bardziej niż wcześniejsze podobne wydarzenia na Węgrzech a to z pewnością z powodu większego znaczenia naszego kraju na arenie międzynarodowej. Unia Europejska potrzebuje silnej i proeuropejskiej Polski, która jako szósta największa gospodarka tego bloku wydaje się kluczowym spoiwem tworzonej mozolnie od wielu lat wspólnoty. Musimy pamiętać, że Warszawa pozostaje uważnie monitorowana a w najgorszym scenariuszu może dojść do zawieszenia prawa Polski do głosu w instytucjach europejskich na podstawie Artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, który odnosi się do poważnego i długotrwałego łamania wartości unijnych. Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji wydawałoby się zatem położenie większego nacisku na gospodarkę w przeciwieństwie do usilnych prób przejęcia całkowitej kontroli nad krajem.

Rynek zawsze wie lepiej

Podsumowując można powiedzieć, że wskazówek prowadzących do nieuchronnej katastrofy mamy pod dostatkiem. Owszem, tu i ówdzie pojawiają się pierwsze jaskółki, które wyglądając na trochę zagubione nie zapowiadają jeszcze gospodarczej wiosny. Jak potoczy się rok 2016 pozostaje wielką tajemnicą nawet dla guru światowych finansów Georga Sorosa, który obecny rozwój wydarzeń porównuje do tych sprzed początku kryzysu z 2008 roku. Wszyscy inwestorzy szukający Świętego Graala i z niecierpliwością śledzący wypowiedzi analityków ukojenie znaleźć mogą w fakcie, że, jak to ujął amerykański ekonomista Larry Summers, rynek zawsze wie lepiej. Pamiętając jednak, że nasza sytuacja to wypadkowa różnych czynników i nawet w pozornie niesprzyjających warunkach można odnieść sukces wypada wszystkim życzyć (nie)Szczęśliwego Nowego Roku.