Zawirowania finansowe i przemiany gospodarcze, których jesteśmy świadkami obecnie są znakiem czasów. To, że akurat nam przyszło żyć w tym fascynującym i trudnym zarazem okresie jest wynikiem zbiegu różnego rodzaju okoliczności. Media nie przestają donosić o kryzysie zadłużenia o czym świadczyć może 3,5 miliona wyników, które daje Google dla frazy „kryzys w Grecji”. Dla tego samego wyrażenia po angielsku jest to już 261 milionów. Uświadomić może to skalę problemu z jakim świat zmaga się od jakiegoś czasu.

Artykuł ten nie będzie traktował o  możliwym przebiegu wypadków w najbliższym czasie. Na ten temat usłyszeliśmy bowiem już wiele, jeśli nie wszystko. Dużo wskazuje na to, iż rynki są obecnie zbyt mocno rozchwiane, aby można było mówić o jakimkolwiek stopniu przewidywalności. Kto bowiem da nam gwarancję, że wzburzonymi rynkami nie wstrząsną jutro kolejne trupy wypadające ze szczelnie zamkniętej, skrzętniej ukrytej szafy z obligacjami kolejnego z mocarstw.

Istnieje jednak proces, który nie zajmuje dużo miejsca w mediach, toczy się gdzieś w tle, jednak jego znaczenie zyskuje coraz bardziej na doniosłości. To rozwijające się gospodarki zmuszone są w dobie kryzysu wziąć na swoje barki odpowiedzialność za wzrost gospodarczy na świecie. I to w tym właśnie kierunku uciekają inwestorzy a za nimi pieniądze każdego z nas. Należy powoli oswajać się z myślą, że za jakiś czas waluta amerykańska może utracić swój prymat na korzyść juana a finansiści z Europy powoli zaczynają szukać zatrudnienia w Azji.

Lekcja historii

Przez ostatnie dwa wieki technologia, która determinowała jakość życia i zamożność narodów była zdominowana przez bogaty zachód. W związku z tym duża część produkcji była zlokalizowana w tej właśnie części świata sprawiając, że wschód stawał się coraz biedniejszy. Ale czy było tak zawsze?

Okazuje się, że zanim rozwinęła się technologia, przez dużą część ludzkich dziejów o bogactwie decydowała liczba rąk zdolnych do pracy. Jeszcze w roku 1700 największą gospodarką światową były Indie z 165 milionami mieszkańców, zaraz po nich Chiny, które w tym czasie zamieszkiwało 138 milionów ludzi. Wielka Brytania natomiast, zamieszkana przez 8,6 miliona ludności, produkowała tylko ok. 3% światowego PKB. Jeszcze przez następne 100 lat azjatyccy giganci odpowiadali za tworzenie ponad połowy wszystkich dóbr i usług wytwarzanych na całym świecie.

Co zatem stało się, że w 1870 roku dochód na mieszkańca był już 6 razy większy w Wielkiej Brytanii niż w Indiach? Albo, że pierwsze lata XX wieku to początek historii dominacji gospodarczej USA? Odpowiedzią jest rewolucja przemysłowa. To ona dała podstawy budowania dobrobytu na zachodzie. Ludzie, którzy całe życie spędzili mieszkając w tej „uprzywilejowanej” części świata są w większości przyzwyczajeni do faktu, że to oni dominują w świecie gospodarczym. Zatem czy nadszedł właśnie czas, żeby się ODZWYCZAIĆ?

Wiele wskazuje na to, że tak! Biorąc pod uwagę fakt, że dominacja żadnej siły gospodarczej nie trwa wiecznie a tempo rozwoju różni się bardzo patrząc z perspektywy historycznej należy przypuszczać, że czasy prymatu świata zachodniego zbliżają się ku końcowi. Za dodatkowy argument mogą posłużyć dane historyczne mówiące, że Wielka Brytania w okresie prosperity podwoiła swoje PKB w ciągu 32 lat a w USA udało to się tylko w 17 lat. Indie i Chiny wydają się jednak bezkonkurencyjne w tym rankingu. Udowodniły one, iż podwojenie PKB może bowiem nastąpić w przeciągu 10 lat.

Kierunek wschód

Wielka przepaść pomiędzy zachodem a resztą świata trwała przez dwa stulecia. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, gdy niegdyś nowoczesne gałęzie przemysłu ruszyły na wschód w poszukiwaniu taniej siły roboczej. Nowe technologie, know-how, które sprawiły, że kraje zachodu rozwijały się szybciej są teraz przyczyną przyspieszonego rozwoju krajów rozwijających się i frontierowych. Największymi z nich są Indie i Chiny, ale fala przemian dotyka także Amerykę Łacińską i Afrykę. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że kraje rozwijające się będą rosły szybciej niż bogaty zachód o 4 punkty procentowe w tym i w następnym roku. Jeśli te prognozy się sprawdzą rynki wschodzące będą produkować więcej niż połowę światowego PKB do roku 2013. Historia kołem się toczy, ta gospodarcza także.

Przesuwanie się sił gospodarczych przejawia się także tym, że na przykład indyjskie firmy rosną w siłę i coraz częściej wybierają się na zakupy na stary kontynent. Ich udział w światowym torcie M&A wzrósł według Banku Światowego do 17% w ciągu siedmiu lat do roku 2010. Jednym z głośniejszych wydarzeń na tym rynku było przejęcie marki Jaguar przez indyjskie Tata Group.

Pułapka średniaka

W dzisiejszym świecie najwięcej rozpędu mogą dać gospodarki nadganiające przepaść do gospodarek rozwiniętych niż powolny rozwój tych największych. Problemy mogą się jednak pojawić, gdy kraje rozwijające się wkroczą w fazę średniego dochodu. Chiny, Indie i inne tygrysy odpowiadające dzisiaj za dużą część rozwoju światowego czeka po drodze wiele wyzwań. Muszą one być przygotowane na fakt, że na pewnym etapie rozwoju nie pomoże im już migracja ludzi z terenów wiejskich do miast. Potrzeba tutaj zmian systemowych, lepszej edukacji i wytężonej pracy nad rozwinięciem systemu finansowego.

Wspomniana pułapka średniego dochodu pojawia się, gdy kraj osiąga pewien poziom rozwoju. Gdy bowiem uda się już zmienić status z kraju biednego na średniaka droga do dobrobytu staje się nagle wyboista a często nawet nieprzejezdna. Taka sytuacja występuje zazwyczaj, gdy dochód na osobę w biednym kraju sięga poziomu 58% tego wskaźnika z  krajów najwyżej rozwiniętych. Dodatkowo, pierwsza fala rozwoju możliwa jest głównie dzięki eksportowi i popytowi zewnętrznemu. Następny krok jest jednak często blokowany przez brak popytu wewnętrznego, który jest znacznie mniejszy niż w gospodarkach rozwiniętych.

Zatem w celu jak najłagodniejszego przejścia przez pułapkę średniaka Chiny wraz z innymi krajami aspirującymi do klubu bogatych powinny rozwinąć bardziej rynek wewnętrzny. Dodatkowo rozwój może być stymulowany poprzez ciągłe poprawianie poziomu infrastruktury i edukacji w kraju.

Bogaty świat trzyma kciuki za Chiny

Dotknięta kryzysem bogata część świata okazuje się otwarcie liczyć na to, że Chiny i inne kraje rozwijające się będą rosły w siłę. W ten sposób będzie kto miał kupować dług i nabywać towary oraz przede wszystkim usługi od recesyjnego zachodu. Co więcej kraje rozwinięte już teraz w dużym stopniu finansują się pieniędzmi z rozwijającego się świata. Brak póki co stabilnych rynków obligacji w porównaniu z zachodem sprawia, że bezpieczną przystanią nadal pozostaje frank szwajcarski i amerykańskie obligacje. Musimy sobie uświadomić, że dzięki temu mechanizmowi rynki wschodzące finansują de facto żyjący na kredyt bogaty zachód. Należy więc zacząć liczyć się z rosnącymi siłami gospodarczymi. Pomimo wielu jeszcze zakrętów faktem jest, że już w 2010 roku Chiny wyprzedziły Japonię i zyskały status drugiej gospodarki światowej. W zależności od założeń Chiny przejmą światowy prymat najszybciej za 10 lat.

Utrata prymatu albo upadek

W przyszłości wraz ze zmianami w światowym krajobrazie gospodarczym powinno iść w parze złamanie monopolu zachodu na usługi finansowe. Waluta rezerwowa jaką mógłby stać się juan może przynieść sporo korzyści gospodarce światowej. Wszystkie te czynniki sprawiają, że wielu ekspertów obawia się utraty dominacji bogatego zachodu. Mimo wszystko może lepiej jest być drugim niż rozpaść się w ogóle. Bez pomocy bowiem krajów wschodzących upadek zachodu może okazać się nieunikniony.