Historia finansów była świadkiem wielu przełomowych odkryć oraz nowych rozwiązań stawiających sobie za cel ułatwienie życia ludziom a z drugiej strony zwiększenie zysków banków oraz handlowców. Przejście z gospodarki opartej na barterze do rozliczania transakcji w formie pieniężnej czy wprowadzenie derywatów jako instrumentu zarządzania ryzykiem to tylko niektóre przykłady nowych narzędzi będących wyrazem potrzeb rynkowych. Różne wynalazki wywarły ogromny wpływ na codzienną działalność podmiotów gospodarczych oraz życie Kowalskiego i z dużym powodzeniem używamy ich po dzień dzisiejszy podczas gdy o pozostałych przeczytamy tylko w formie ciekawostki w książkach znajdujących się na bibliotecznej półce przykrytej grubą warstwą kurzu. Część z nich, jak na przykład karta kredytowa, okazały się przełomowym krokiem na drodze do rozwoju zmieniając zupełnie sposób w jaki wydajemy pieniądze. W tym wypadku te, których jeszcze nie mamy.

Z punktu widzenia właściciela prężnie działającego sklepu osiedlowego wydawanie towarów z odroczoną płatnością wydaje się w miarę prostym przedsięwzięciem, gdyż każdy kupujący jest mu dobrze znany a ocena wypłacalności następuje w sposób naturalny, najczęściej poprzez pocztę pantoflową. Ten sposób funkcjonowania od zarania dziejów znany był na całym świecie, jednak przy okazji szybkiego rozwoju miast i ich infrastruktury handlowej zadanie weryfikacji klienta okazywało się wręcz niemożliwe, nie można było bowiem oczekiwać od sprzedawcy, żeby zapamiętał wszystkich kupujących chcących płacić w terminie późniejszym. Dlatego w latach 20stych ubiegłego wieku zaczęto w Stanach Zjednoczonych wydawać wiarygodnym klientom różnego rodzaju tokeny czy breloczki pozwalające na robienie zakupów bez konieczności płacenia za towar od razu. W wielu kręgach posiadanie takich gadżetów stało się wręcz symbolem statusu oznaczającym posiadanie przez posiadacza kredytu zaufania ze strony banku. Punktem przełomowym a zarazem pierwowzorem karty kredytowej stało się wydanie w Nowym Jorku w roku 1947 tokenu, który pozwalał kupować na kredyt nie tylko w jednym sklepie ale już w kilku. Ograniczony tylko do części Brooklynu zasięg takiego rozwiązania miał już niedługo przekształcić się w globalny fenomen, który w postaci kawałka plastiku znajduje się w portfelach sześciu milionów Polaków.

Pierwszy krok do ogólnoświatowej popularności zrobili w roku 1949 pomysłodawcy Diners Club produkt swój kierując do podróżujących sprzedawców, którym ułatwiać miał on rezerwowanie pokoi hotelowych, kupowanie paliwa na stacjach czy organizowanie spotkań biznesowych o ogólnokrajowym zasięgu. Wyznacznikiem sukcesu okazało się 35000 wydanych kart już w pierwszym roku funkcjonowania programu. Duży potencjał sprawił, że w roku 1950 do gry o klienta włączył się American Express oraz banki emitujące karty kredytowe w formie przypominające już dzisiejsze plastiki. Instytucje finansowe takie jak przekształcona z BankAmericard Visa oraz powstały z Master Charge Mastercard napotkały jednak na szereg wyzwań. Jednym z nich był problem małej jeszcze popularności takiego rozwiązania, co sprawiało, że sklepy niezbyt chętnie chciały stać się częścią kredytowego świata. Z drugiej strony największą zachętą dla kupujących była możliwość używania kart w maksymalnej liczbie punktów handlowych. Kreatywny sposób na wyjście z impasu znalazł w 1958 roku Bank of America przesyłając do każdego swojego klienta we Fresno w Kaliforni opiewającą na 500 dolarów kartę kredytową, której limit w dzisiejszym świecie miałby wartość około 5000 dolarów. W ten sposób aż 60000 Amerykanów mogło pozwolić sobie na większe zakupy na koszt banku. Tak odważny krok nie obył się oczywiście bez problemów i wyzwań. Jak łatwo jest sobie wyobrazić wiele kart nie zostało spłaconych a część z nich dzięki działalności złodziei nie dostała się nigdy w ręce adresata. Bank of America zdołał jednak poradzić sobie z początkową czkawką i już dwa lata później w obiegu znalazło się ich już milion. Kolejnym wyzwaniem przed bankami oraz użytkownikami był niezbyt wygodny sposób obsługi długu, co wyrażało się w uciążliwym procesie dokonywania zakupów. Mianowicie sprzedawca przed wydaniem towaru musiał za każdym razem telefonicznie potwierdzić dostępność limitu kredytowego, co wydłużało czas transakcji i było zapewne skutecznym czynnikiem odstraszającym. Na odsiecz przyszedł jednak inżynier pracujący na początku lat 60tych dla IBM, który używając żelazka połączył kawałek plastiku z paskiem magnetycznym z zakodowanym informacjami o kliencie. W ten sposób powstało rozwiązanie sprawdzające się po dzień dzisiejszy skracając czas zakupu do sekund.

Zminimalizowanie czasu dokonywania transakcji oraz łatwość procesu przyznawania karty sprawiły, że przed coraz większą ilością osób otwarte zostały drzwi do sieci wzajemnego zaufania. Wiązało się to również z ogromnymi zmianami w psychologii zakupów. Nie trzeba było już przechodzić przez bolesny proces aplikowania o pożyczkę a klienci z plastikiem w dłoni mogli tak długo korzystać z karty kredytowej, jak długo gotowi byli płacić odsetki sięgające w tamtych czasach nawet 30%. Z psychologicznego punktu widzenia klienci byli i nadal są skłonni wydawać więcej posiadając w portfelu środki, których tak naprawdę jeszcze nie mają, co udowadniają również współczesne badania naukowe. Przeprowadzony przez naukowców z MIT eksperyment pokazał, że jesteśmy na zakupach bardziej szczodrzy, gdy płacimy pieniędzmi banku. We wspomnianym doświadczeniu dwie grupy badanych poproszone zostały przez naukowców o wzięcie udziału w aukcji biletów na popularne zawody sportowe. Jedna grupa otrzymała instrukcje, że po wygranej aukcji potrzebne środki mogą wybrać z pobliskiego bankomatu, podczas gdy druga mogła użyć karty kredytowej. W tym wypadku pieniądz plastikowy okazał się w o wiele bardziej zachęcający do odważnego licytowania.

W szczytowym momencie kryzysu finansowego Polacy mieli w swoich portfelach 11 milionów kart kredytowych. Od tamtego czasu dużo się zmieniło. Powściągliwość banków przy pożyczaniu pieniędzy oraz czyszczenie ich portfeli kartowych sprawiły, że obecnie nad Wisłą jest ich w użyciu tylko 6 milionów. Czy tak duży spadek oznacza wszechobecny kryzys zaufania, czy może po prostu zmniejszony popyt na produkty kredytowe będący skutkiem wzrostu zamożności społeczeństwa? Odpowiedź na to pytanie jest z całą pewnością wielowymiarowa. Biorąc pod uwagę trendy w płatnościach Polaków transakcje bezgotówkowe stają się coraz bardziej popularne o czym świadczyć może rządowo-rynkowa inicjatywa mająca na celu przyspieszenie terminalizacji Polski, która w perspektywie czteroletniej zakłada podwojenie ilości terminali płatniczych. Wszystko wskazuje zatem, że trend jest nieodwracalny a mniejsza ilość aktywnych kart kredytowych jest oznaką dojrzewania rynku oraz coraz lepszej edukacji finansowej naszych rodaków. Dodatkowo, pomimo upływu lat natura ludzka wydaje się pozostawać niezmienna a efekt prestiżu cały czas odgrywa rolę w procesie podejmowania decyzji finansowych również tych związanych z odpowiednim wyborem optymalnych z punktu widzenia klienta zobowiązań. Wracając do kwestii zaufania trzeba zauważyć, że karta kredytowa może z całą pewnością być świetnym narzędziem do zarządzania domowym budżetem, jednak źle używana staje się wyrokiem skazującym i pierwszym krokiem do spirali zadłużenia.  Dlatego zanim sięgniemy po plastik z limitem przyznanym przez bank zadowoleni z udzielonego nam kredytu zaufania powinniśmy zadać sobie pytanie, czy wystarczająco mocno darzymy zaufaniem… samego siebie.